Kocham to miasto miłością absolutną i szaleńczą. Ciągle mi mało, ciągle mnie ciągnie. Im częściej bywam, tym szybciej chce znowu.
Wracam z przemożnym niedosytem.
Narobiło się
czwartek, 4 sierpnia 2016
środa, 1 kwietnia 2015
Króliki, firanki i szybki efekt
Maszynę wyciągałam do tej pory sporadycznie, głównie po to żeby podszyć spodnie. Nigdy szyć się nie uczyłam, doświadczenia wielkiego nie mam.
Owszem uszyłam w szkole podstawowej poszewkę na ZPT, a całkiem niedawno zwęziłam sobie nogawki spodni.
Po tych, jakże spektakularnych, osiągnięciach nabrałam błędnego przekonania, że szycie to w sumie nic trudnego...
Siedząc z zaospionym synem w domu wpadłam na pomysł, że ręce trzeba zająć (żeby krost nie drapały) i może coś uszyjemy.
Padło na króliki.
I oto, po próbach, czytaniu instrukcji maszyny, przewertowaniu dziesiątek stron, poświęceniu prześcieradła na próby, są:
Króliki jak widać doczekały się nawet profesjonalnej sesji zdjęciowej u mojego ulubionego fotografa.
Szycie z tym natychmiastowym skutkiem (w porównaniu do dziergania czy wyszywania) porwała mnie tak bardzo, że obszyłam firanki, przyszyłam im nawet taśmę i ciągle myślę co by tu jeszcze.
Ps. Gwoli wyjaśnienia: ręce syna zajęte były wypychaniem, a później zabawą.
wtorek, 17 marca 2015
Sprzedane, czyli wielkie uff
W efekcie zachwytu tym co miałam na własnej głowie i pod szyją dostałam zamówienie.
Na początku zrobiłam tę czapkę. Zachwyt był, kolorem i wzorem. Ale w oczach widziałam, że to nie do końca to. Miałam rację miało być bardziej beretowo.
Poprułam. Przeszłam się z tym trochę (bo najlepiej mi się myśli w czasie chodzenia), zapisałam kilka cyferek i do roboty.
Reszta wyszła sama.
Właścicielka zadowolona. Pogoda się popsuła, więc zdążyła ponosić jeszcze w tym sezonie.
Komplet zrobiłam z włóczki Drops Karisma. Beret z podwójnej nitki na drutach 5.5, komin z pojedynczej na 4.
niedziela, 15 marca 2015
Gra w pary
Dziś kompletnie nie na temat, ale muszę, no muszę się tym podzielić.
Syn dostał na urodziny, oprócz prezentów swoich marzeń, grę Granny 2x2 Gra w pary.
Bardzo lubię Granne. Gra z założenia też ciekawa. Matematyczna. Z serii uczmy się łatwo, lekko i przyjemnie.
Ma uczyć tabliczki mnożenia wzrokowo-pamieciowo. Pomysł może i świetny, mnie jednak nie przekonuje do końca.
Postanowiłam się nie uprzedzać i dać jej szansę. Poza tym Granna to zawsze solidne wykonanie, grube wytrzymałe kartoniki, piękne kolory i ciekawa grafika. Pomyślałam, że jak nie tak to inaczej ją wykorzystamy.
Otworzyłam i nie zawiodłam się wykonaniem i grafiką.
Jest jednak coś co mnie przerosło.
Popatrzcie na te kwadraciki. Dla syna czwórki to jedynki, niektóre siódemki, to niedokończone czwórki czy dziwne jedynki. Innych w ogóle nie potrafił rozpoznać, mimo, że od dobrych dwóch lat zna cyferki.
Mnie też w pojedyńczych przypadkach ciężko było w pierwszej chwili stwierdzić co to za cyferki.
Może i ma być to zabawa, ale dla mnie pokazywanie dziecku takich kulfoników dobre nie jest. Dziecko 6letnie jest na etapie nauki wyglądu cyfr i ich pisania. Poprawnego wyglądu i poprawnego pisania zgodnie z przyjętym w polskiej edukacji wzorcem.
Moje dziecko przez jakiś czas na pewno tej gry nie zobaczy. Przynajmniej w całości.
Poza tym to siedzimy w domu, próbujemy załagodzić niedogodności ospy i szyjemy króliki.
Jak króliki doproszą się oczu i zdjęć, zostaną publicznie pokazane ;)
wtorek, 3 marca 2015
Lista, czyli wiosenne porządki
Kocham włóczki. Przeglądać, zamawiać i rozpakowywać.
Tak samo kocham ravelry. Oglądać, dodawać, planować. Dodawać.
Od tego wszystkiego nie zamyka mi się pudło z włóczkami, rozrasta i rozprzestrzenia. Worki, woreczki, zapiski, notatki na małych karteluszkach.
Zaczętych mam już sama nie wiem ile rzeczy, brakuje drutów i żyłek. Przekładam jedne zna drugie.
Aż zaczęłam wpadać w popłoch. Jest tak źle, ze nie pamiętam czy kolejny motek zużyłam, czy zgubiłam...
Nagle odnajdywały się motki, których miało nie być.
Wzięłam więc karteczkę (a nawet dwie) i wszystkie robótki sobie spisałam i podzieliłam na kategorie rodem z kwadratu Eisenhowera. No kwadrat mi nie wyszedł, bo i kategorii więcej:
- pozaczynane
- niezaczęte, a super pilne
- niezaczęte, a pilne
- mam włóczkę i wiem na co
- mam włóczkę i nie wiem na co
- chce, ale nie mam włóczki
Sama siebie przywołałam do porządku. Mimo, że najchętniej zaczynałabym nowe robótki, kończę zgodnie z listą i priorytetem. I wykreślam.
piątek, 27 lutego 2015
Do poprawki
Co robię ostatnio?
Na pewno nie nadążam robić zdjęć.
Wydłużyłam tę czapkę. Musiałam trochę pokombinować z wzorem, ale wyszło moim zdaniem ok. Czapka w drodze do właścicielki.
Sprułam siwą pasiastą męską czapkę. Ma być węższa i krótsza.
Oraz zrobiłam na szybko jedną rękawiczkę dla trzylatki. To moja pierwsza rękawiczka.
Do przymiarek miałam do dyspozycji tylko sześciolatka płci męskiej (niezbyt radego, że ma mierzyć różowe coś), rękawiczka powędrowała do przymiarki.
Wzór jest jednak tak fatalnie napisany, że musiałam ratować się innymi. Sama rękawiczka jest byle jaka i brzydka konstrukcyjnie po prostu. Będą poprawki. No bo jak by inaczej...
czwartek, 19 lutego 2015
Resztki zimy
Nie wiem jak Wy, ale ja już w powietrzu czuję wiosnę. Baaardzo wczesną wiosnę co prawda, ale zawsze wiosnę. Słońca coraz więcej, dzień coraz dłuższy. Z pracy nie wracam już w kompletnych ciemnościach.
Ale zimno jest jeszcze, więc wydziergałam ostatnio rzeczy typowo zimowe. A tak naprawdę pokończyłam te pozaczynane w okolicy świąt. Nie, nie dlatego, że mnie leń zimowy dopadł, ale przez magazynowe braki włóczek.
Spakowałam je do wysłania razem z różową chustą i wtedy znalazłam jeszcze jeden motek włóczki.
No grzech było go tak zostawić. Poprułam końcówkę chusty i powiekszyłam o te 50 g włóczki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






