Kocham włóczki. Przeglądać, zamawiać i rozpakowywać.
Tak samo kocham ravelry. Oglądać, dodawać, planować. Dodawać.
Od tego wszystkiego nie zamyka mi się pudło z włóczkami, rozrasta i rozprzestrzenia. Worki, woreczki, zapiski, notatki na małych karteluszkach.
Zaczętych mam już sama nie wiem ile rzeczy, brakuje drutów i żyłek. Przekładam jedne zna drugie.
Aż zaczęłam wpadać w popłoch. Jest tak źle, ze nie pamiętam czy kolejny motek zużyłam, czy zgubiłam...
Nagle odnajdywały się motki, których miało nie być.
Wzięłam więc karteczkę (a nawet dwie) i wszystkie robótki sobie spisałam i podzieliłam na kategorie rodem z kwadratu Eisenhowera. No kwadrat mi nie wyszedł, bo i kategorii więcej:
- pozaczynane
- niezaczęte, a super pilne
- niezaczęte, a pilne
- mam włóczkę i wiem na co
- mam włóczkę i nie wiem na co
- chce, ale nie mam włóczki
Sama siebie przywołałam do porządku. Mimo, że najchętniej zaczynałabym nowe robótki, kończę zgodnie z listą i priorytetem. I wykreślam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz