czyli dzień czwarty z wyzwania u Uli. Dzisiejszym tematem jest ulubiona książka/album muzyczny do którego lubię wracać.
O filmach dziś nie będzie, bo nie wracam. Nie przepadam. Czasami jakiś fragment obejrzę, parę odcinków serialu.
Zdecydowanie wolę książki. Czytam pasjami. Jak mi jakiś autor podejdzie to czytam wszystko co dostanę. Mimo to, do książek rzadko wracam. Tak naprawdę wróciłam tylko 2 razy. Dwie książki i obie o Magdalenie Samozwaniec, którą uwielbiam. Uwielbiam jak pisze o sobie w Marii i Magdalenie i uwielbiam ją we wspomnieniach Niewidowskiego w 30 lat życia z Madzią. Są to jedyne książki do których wróciłam i do których na pewno jeszcze wrócę.
Na pewno wrócę też do Autobiografii Agaty Christie. Nie przeczytałam żadnej z jej książek, ale Autobiografię dawkowałam sobie w iście aptecznych dawkach, żeby jak najdłużej czytać. Dla mnie to prawdziwa perełka.
Z muzyką jest tak, że generalnie mi nie przeszkadza. Uwielbiam U2, Stinga, Chrisa Botti. Ale nie zawsze. Czasami przychodzi taki moment, ze nawet With or without you drażni.
Tylko dwóch utworów mogę słuchać non stop, jak na zaciętej płycie, Kanonu D-dur Pachelbel'a i Hallelujah w przeróżnych wersjach.

cudownie jest mieć takie lektury, filmy i piosenki, które są nasze :)
OdpowiedzUsuńNie czytałam książek, o których piszesz, będę musiała to nadrobić :)
OdpowiedzUsuńTeż uważam, że autobiografia A. Christie jest genialna. Przeczytałam parę razy, bo to rzecz, do której nie da się nie wracać :)
OdpowiedzUsuń