Biorę udział w wyzwaniu u Uli, o tu. Dla siebie, dla Was i dla dobrej zabawy.
Dziś będzie o historii nazwy mojego bloga.
Dawno, dawno temu założyłam sobie bloga o tej samej nazwie. Miało być o codzienności, przemyśleniach i bólu istnienia. Ból istnienia nie był za silny, przemyślenia nie rozsadzały głowy i blog umarł śmiercią naturalną po 3 wpisach.
Kiedy myślałam o założeniu tego bloga, przyszła mi do głowy "świetna nazwa". Jak szybko przyszła, tak szybko wyleciała. Niezapisana wyleciała na zawsze. Wtedy przypomniałam sobie o "Narobiło się". Nawet pasowała, więc została.
Super nazwa. Pasuje i do rękodzieła i do życia rodzinnego, czy też życia w ogóle :D
OdpowiedzUsuńDzięki. Fajnie mieć takie otwarte drzwi.
UsuńAle jak to - nie starczyło Ci bólu istnienia na więcej niż trzy wpisy? Niektórzy to potrafią o tym książki pisać :) Bardzo dobrze, że nie starczyło, a nazwa dla bloga fajna, szkoda, żeby się marnowała :)
OdpowiedzUsuńHaha, ile to ja mam za sobą takich porzuconych blogów! Dobrze, że to nie jest karalne ;)
OdpowiedzUsuńTeż uważam, że nazwa świetna bo rzeczowa i z poczuciem humoru :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!